Telewizja z Polski

Najnowsze ogłoszenia

Reklama

Spotkanie w Bracknell i wyprawa na Paintball

2008-05-23


W sobotę 10 maja w Pubie Old Manor w Bracknell spotkałem się z sympatycznymi ludźmi z Polski, którzy postanowili zjednoczyć swoich rodaków i zaproponować wspólne wyjścia, wymianę doświadczeń, dzielenie się zainteresowaniami.
Zostałem zaproszony na spotkanie przez Marcelego oraz Joannę telefonicznie oraz przez portal Nasza Klasa. Wziąłem więc swoich znajomych i ruszyliśmy do Bracknell z okolic Slough.
Po przyjeździe do Pubu o godzinie 19.00 poznaliśmy się z grupą około 10 osób. Przywitała nas Asia, którą znam już od kilku miesięcy oraz jej mąż Darren. Razem prowadzą polski sklep w Bracknell. Z upływem czasu oraz piwa zaczęliśmy poznawać coraz więcej interesujących osób lecz nie sposób było spamiętać imion gdyż na spotkaniu pojawiło się nas około 50 . Tylu naliczyliśmy z nowym kolegą i choć było to po kilku piwkach to zapewniam, że nie widzieliśmy podwójnie.
Marceli powiedział mi, że spotykają się ze znajomymi i zapraszaja chętnych ludzi i nie chcą rozwijać tego w formalne stowarzyszenie. Po prostu jeśli maja ochotę wyjśc w góry czy na rower to zbiera się grupa zainteresowanych i ruszaja. Pojawiła się nawet opcja zabawy w Paintball. Asia z Darennem zorganizowali bilety dla około 13 osób ale gdy wieść się rozeszła dołączyło jeszcze kilka osób na doczepkę w tym ja.
Szybki telefon do Marcelego i Aski i już zorganizowane następne bilety. Biorę więc moich przyjaciół Agnieszkę z Windsoru i Mariusza z Reading i jedziemy do Basingstoke 18 maja spotkać się i postrzelać z nowymi znajomymi.
Dla tych, którzy nie wiedzą czym jest Paintball wyjaśniam, iż jest to gra polegająca na strzelaniu do siebie pociskami wypełnionymi farbą. Uczestnik gry posiada specjalną broń na sprężone powietrze, odzież ochronną w tym maskę na twarz wraz z okularami, która jest niezbędna gdyż pociski z farbą pędzą z prędkością do 330 km/h.
Dotarliśmy na miejsce przeznaczenia i tu miłe zaskoczenie, pojawiło się jeszcze więcej osób a dokładnie było nas w sumie 22 z naszej grupy. Było ciekawie gdyż niektórzy z nas zaprosili swoich angielskich przyjaciół więc zapowiadała się impreza prawdziwie integracyjna.
Chyba nie wszyscy z nas wiedzieli na co się piszą gdyż już wkrótce mieliśmy się przekonać jak przyjemne ale zarazem bolesne jest to przeżycie.
Do naszej 22 osobowej grupy dołączylo jeszcze kilku uczestników wcześniej nam nie znanych ale mających doświadczenie w tej grze co można było poznać po ich sprzęcie. Zaczęliśmy przeczuwać kłopoty obserwując sprzęt naszych kolegów ale nie taki diabeł straszny jak go malują.
Rozdzielono nas na dwie grupy , niebieską i czerwoną. Rozdano broń oraz wyjaśniono reguły gry i bezpieczeństwa. Nie strzelać z bliżej jak 5-6 metrów, nigdy nie ściągać maski bez wcześniejszej komendy ze strony instruktora.
Przeszliśmy na pole walki. Mieliśmy do rozegrania kilka bitew, z których każda trwała około 10 minut. Jest do zdobycia most, można wysadzić czołg, zdobyć flagę , fort lub ochraniać vipa. Jest wiele możliwości a strategia jedna: nie daj się ustrzelić i ustrzel jak najwięcej przeciwników.
Pierwsza bitwa przebiegła chaotycznie bo bez większej strategii, każdy był napalony i chcieliśmy wypróbować broń. Był to bolesny błąd!
Pierwsze 5 minut polegało na tym, że jeśli cię trafili to wracasz na miejsce startu swojej drużyny i ruszasz ponownie a drugie 5 minut jeśli cię trafią to musisz zejsc z pola tej bitwy. Nawet nieźle mi szło przez jakieś...15 sekund kiedy zostałem trafiony gdzieś w daszek mojej maski. Podnoszę broń do góry na znak,że zostałem trafiony i wracam do bazy by zacząć od początku (w trafionego nie wolno strzelać). Kogoś to jednak nie obchodziło gdyż w drodze powrotnej dostałem kilka kulek w rękę i po paluchach. Poczułem co to Paintball. Długo się nie zastanawiając wracam i strzelam. Pierwsze 5 minut minęło i trzeba uważać. Straciłem sto kulek w pierwszej bitwie w tym jakieś 30 na jednego przeciwnika z drużyny niebieskich, chyba był nieśmiertelny bo zabiłem go z 4 razy a on nie schodził z pola bitwy. Byłem pewien,że w następnej grze nie będzie już jak Christopher Lambert. Podobne historie mieli moi znajomi z drużyny. Nie obyło się bez ładnych siniaków. Tomek dostał w szyję, Marceli w Głowę ale wszyscy byliśmy zadowoleni.
Następne bitwy były już bardziej przemyślane i dawały jeszcze więcej frajdy. Ja miałem moment zwątpienia gdy po wskoczeniu do bunkra i leżąc na ziemi zostałem przycelowany przez Askę i jej trójkę kolegów drużyny. Chyba nie słyszeli,że krzyczę: „I'm out" bo dostałem całą serię kulek w plecy a po krzyku rozpaczy jeszcze dwa pociski w tyłek. Uratował mnie „Marshall" asekurując mnie do bazy. Była to moja najkrótsza bitwa.
Odbyliśmy jeszcze kilka bitew i po zrobieniu zdjęć siniaków wszyscy udali się do swoich domów. Myślę, że prócz wrażeń sportowych nawiązało się kilka fajnych znajomości i grupa stała się bardziej zżyta z sobą.

 

 

 

Przygotowania do bitwy
Przygotowania do bitwy
Przed bitwą
Przed bitwą
Niezbędne maski ochronne
Niezbędne maski ochronne
Mario po Paintballu
Mario po Paintballu
Siniak po kulce
Siniak po kulce