Telewizja z Polski

Najnowsze ogłoszenia

Reklama

"Nawrócenia" cz.II

2008-03-09


   Częśc II  

 Pierwsza cześć mojej rozmowy z ks. Darkiem skończyła się na konkluzji o nawróceniach Polaków na emigracji - Najgorzej to machnąć ręką i powiedzieć, że nie ma problemu, ja sobie ze wszystkim daję  radę. I jeśli ktoś odnajduje drogę, to to jest wspaniałe! – powiedział proboszcz. Oto zapis dalszej części naszej rozmowy...    

Pozwoli ksiądz, że opowiem o swojej teorii na ten temat. Osobiście poznałem ludzi, którzy byli daleko od Boga – nie było im z Bogiem po drodze, mówiąc kolokwialnie, a po przyjeździe do Anglii poczuli wiarę i chęć kontaktu z Bogiem. Wydaje mi się, że spowodowane jest to daleko posuniętą laicyzacją kraju, w którym przyszło nam żyć. Dzięki temu, przez ten kontrast Polski i Wielkiej Brytanii, Ci ludzie... jakby to powiedzieć... 

Wypłynęli na głębie. 

O właśnie, to jest trafne określenie. Czy ksiądz się z tym zgadza? 

Jak najbardziej tak. Sam mam takie doświadczenia. Znam ludzi, którzy dopiero tutaj się odnaleźli. To jest bardzo ważne i niezwykle pozytywne zjawisko.

 A jak ksiądz widzi rolę i miejsce Polaków jako chrześcijan w społeczeństwie wielo-kulturowym? Czy mamy, w cudzysłowie (albo może dosłownie), jakieś zadania? 

Nie chciałbym używać górnolotnych słów, nie chcę się odwoływać do mesjanizmu narodowego, ale do tego, o czym między innymi mówiłem dziś w kazaniu (wywiad został przeprowadzony 27.01.2008 – przyp. A.W.): skoro mamy różnorodność, to potrzebujemy jedności w istotnych sprawach. Żebyśmy potrafili pięknie się różnic, a jednocześnie byli zgodni w tym co jest zasadnicze. A do tego potrzebujemy świadectwa poszczególnych ludzi, potrzebujemy prawego i uczciwego życia. Obojętnie jaką pracę wykonujemy, bo każda praca prowadzi do uszlachetnienia człowieka, pod warunkiem, że ją wykonujemy dobrze. I jeśli my w tym wszystkim, bez nachalnego mówienia o Chrystusie i bez nachalnego głoszenia Ewangelii (bo to najczęściej powoduje blokadę ze strony drugiego człowieka), ale poprzez własne dobro prowadzimy bliźniego do dobra. Nie mówię, żeby się zapierać Chrystusa, nie o to mi chodzi tutaj. Mam na myśli takie działanie, gdzie Chrystus jest cały czas obecny, w moim sercu i w moich czynach, ale jednocześnie nie wpycham go nachalnie drugiemu człowiekowi.  

 Zbytnia nachalność może odepchnąć od wiary... 

Tak. Był taki dialog między dziennikarzem a bodajże Janem Paweł II, jak dobrze pamiętam, na temat: „Jak chrześcijanie mają dzisiaj żyć”. Papież miał odpowiedzieć: „Żyj tak, aby inni Cię zapytali o Chrystusa”. Czyli ja nie mam o nim mówić, tylko żyć w taki sposób, by inni zauważyli Chrystusa we mnie. To jest bardzo trudne, o wiele trudniejsze niż wziąć do ręki Ewangelię i wykrzykiwać hasła. 

Mówił ksiądz, że potrzebujemy jedności w zasadniczych sprawach. Czy Polacy na emigracji są zjednoczeni? Czy mają rację ci, którzy, być może stereotypowo, określają nas jako naród kłótliwy, czy wręcz skłócony? Jak to jest? Czy może z dala od kraju jesteśmy bliżej siebie? 

Gdzie trzech Polaków tam cztery partie... 

Albo gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania...  

Tak... Gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania i tworzą cztery partie! Ja myślę, że wszędzie jesteśmy tacy sami. Wspomniałem wcześniej, że przywozimy swoje doświadczenie wiary tutaj, tak też przywozimy wszystkie nasze przypadłości narodowe. Nie mamy stałego wroga to ciężko się zjednoczyć... Wiem, że nie brzmi to zbyt optymistycznie, ale tak jest. Bardziej pozytywnie mówiąc: te organizacje, te zespoły, te grupy, które działają tutaj świadczą o tym, że my potrzebujemy, mimo wszystko, wspólnie działać. Jeżeli weźmiemy pod uwagę poszczególne wspólnoty katolickie, parafie, to jest to takie miejsce, taka przestrzeń, gdzie ludzie przychodzą, odnajdują się.  

Wiadomo, że ludzie przychodzą do Kościoła, między innymi, po różnego rodzaju pomoc. Szczególnie tutaj, na emigracji: poszukiwanie pracy, mieszkania lub trudności z odnajdywaniem się w nowej sytuacji. Jakie są księdza doświadczenia na tym polu? Czy takich osób jest dużo i w jaki sposób ksiądz stara się im pomóc?

 Był czas, kiedy przychodziło bardzo wiele osób – potrzebujących, oszukanych; ci, którzy potrzebowali schronienia. Bywało to bardzo różnie, jako nasze możliwości zaoferowania schronienia są ograniczone. Bardziej działaliśmy w taki sposób, że zapewnialiśmy bed-and-breakfast czy po prostu dawaliśmy pieniądze na nocleg i powrót do Polski. Bardziej aktywna pomoc, myślę, że skuteczniejsza, była i jest w poradach, np. przy wypełnianiu dokumentów. 

Pamiętam w zeszłym roku była taka akcja... 

To była akcja zorganizowana do spółki z miastem, gdzie byłe poszczególne stanowiska, ale myśmy robili to we własnym zakresie, kiedy dwa razy w tygodniu były dyżury osób z naszej wspólnoty i te osoby pomagały w wypełnianiu różnych dokumentów, dopełnianiu formalności. Potem, z upływem lat, było coraz mniej chętnych, więc zaczęliśmy działać w taki sposób, że jak ktoś potrzebował pomocy, to zostawiał wiadomość, a my kontaktowaliśmy się z tymi, którzy mogli w jakikolwiek sposób pomóc. To funkcjonuje do dzisiaj. 

Ostatnia sprawa, którą chcę poruszyć. Kościół, parafia, budynek, wszystko co się dzieje wokół – nie może funkcjonować, czy gorzej funkcjonuje, gdy brakuje wsparcia parafian – chociażby w postaci dyżurów w kawiarence, czy układania kwiatów. Jak wygląda nasza aktywność w życiu parafii? 

Nie ma wielkiej euforii. Po ostatnich apelach pojawili się chętni do prowadzenia kawiarni, ale jest to na zasadzie z tygodnia na tydzień – nie ma komfortu, że mamy zapewniony miesiąc, czy dwa do przodu. Podobnie jest z kwiatami – a nam chodzi o to, by nie robiły tego ciągle te same osoby. Chcielibyśmy, żeby inni też się w to włączyli. Jeśli chodzi o finansowe wsparcie, to myślę, że te osoby, które przychodzą do kościoła czują się odpowiedzialne – zawsze można biadolić, że można by więcej. Nie narzekajmy. Jest OK. 

No to teraz już naprawdę ostatnie pytanie. Plany na przyszłość, jak ksiądz widzi swoją rolę, rola parafii w polskiej społeczności w Slough... Co należy zrobić, aby tą naszą wspólną pchnąć do przodu?

 Moje zamierzenia i plany są bardzo konkretne, w takim sensie, że ja nie jestem zwolennikiem jakichś spektakularnych akcji. Myślę, że o wiele ważniejsze jest to, by było regularne przygotowanie do Pierwszej Komunii, regularne przygotowanie do Sakramentu Małżeństwa, żeby byłe dobrze przygotowane homilie. Istotną rzeczą jest rozwój rekolekcji w czasie adwentu i wielkiego postu. 

No dobrze. To teraz już naprawdę ostatnie pytanie.  Ostatnie z ostatnich: czy korzystając z pośrednictwa naszego medium chciałby ksiądz coś powiedzieć swoim parafianom? 

Chciałbym zaprosić tych, którzy są w pobliżu, których widzę na drogach, a którzy mnie nie rozpoznają, żeby odnaleźli drogę, by przyszli i byśmy razem, wspólnie szli do Pana Boga.